Na antenie

Strona Główna

Miłość Niepojęta

3 marca 2017 Aktualności


„Aby modlitwa była wysłuchana, nie są potrzebne mądre i liczne słowa, wystarczą proste i krótkie, byle w nich ujawniła się głęboka wiara w Krzyż i pokora przed Majestatem Bożym” – pisał bł. Ks. Ignacy Kłopotowski.

Mawia się czasem, że to nie my wybieramy sobie świętych, ale to oni nas – z jakichś znanych sobie powodów – wybierają. Bł. Ks. Ignacy Kłopotowski pewnego wieczoru w Garwolinie upatrzył sobie Mariusza Kozickiego. Może dlatego, iż ten kompozytor potrafi docenić to, co proste, a ks. Kłopotowskiemu także bliska była prostota – pisał w prostych słowach, które niekiedy wydają się wręcz szorstkie i jednoznaczne. W prosty sposób podążał także na drodze powołania – posłuszny woli Bożej i zwierzchnikom. Nie ociągał się i nie bronił przed łaską, która odkrywała przed nim Boże pragnienia. Mariusz Kozicki też nie opierał się przed natchnieniem. To kolejny ich wspólny rys. Dogadali się. Dowodem tego jest, że za tekstami sprzed niemal wieku podąża współczesna muzyka i nie ma zgrzytu, nic się nie gryzie.

Droga krzyżowa „Miłość niepojęta” jest zatem owocem przyjaźni tych dwóch mężczyzn. Ks. Ignacy (tak, właśnie on) do tej przyjaźni wciągnął jednak jeszcze kilka osób, dzięki czemu jest to droga słowa, dźwięku i obrazu. O słowa zatroszczył się sam błogosławiony, to jego rozważania nas prowadzą. Gdy w Garwolinie w ręce Mariusza Kozickiego wpadła niewielka książka tego duszpasterza, dowiedział się, że jej autor pisał także rozważania drogi krzyżowej. Była to odpowiedź na pragnienie kompozytora, by muzycznie opracować właśnie to nabożeństwo. Ks. Kłopotowski błogosławił, muzyka pisała się niemal sama. Ale to, co dobre, także w muzyce, musi przejść przez ogień. Mariusz Kozicki w tym czasie musiał zmierzyć się z umieraniem swojej Babci, która była dla niego bardzo ważna i miała niemały wpływ na kształtowanie się jego wiary. Jej odchodzenie również wpisało się w prostotę powstającego dzieła oraz w mocno obecne przesłanie – niebo. Dla ks. Kłopotowskiego niebo było jedyną właściwą perspektywą. Był nim zachłyśnięty. Pokazują to kolejne fragmenty. Droga do nieba wiedzie jednak przez krzyż. Jego surowość oddają ikony Jerzego Nowosielskiego z kościoła w Warszawie-Wesołej, które idealnie wpisują się w całość. Kozicki trafił na nie dzięki swoim znajomym, można by napisać, że zupełnie przypadkowo. A jednak są jakby specjalnie do tych tekstów pisane. Proste i ascetyczne. Ciemne i niemal chłodne.

Nie jest to płyta łatwa. Przy powierzchownym słuchaniu może wydawać się wręcz nudna. Nie zapewnia taniej rozrywki. Niektóre utwory złożone są jedynie z kilku nieustannie powtarzanych słów. Jest surowa i wymagająca jak Ewangelia. Co nie znaczy, że brakuje jej piękna – bo to piękno możemy odkrywać w głosach wokalistów, dźwiękach instrumentów i w słowach. Dlatego jest piękna, ale na pewno nie jest fajna – jak droga krzyżowa. Tylko dla odważnych. Warto więc na nią wejść wraz z ks. Kłopotowskim i El Camino, dać się poprowadzić, by doświadczyć wiary w Krzyż i pokory przed Majestatem Bożym.

Katarzyna Strzyż

wykorzystana grafika: https://www.facebook.com/miloscniepojeta


Udostępnij
X